Autor Wiadomość
pazdek95
PostWysłany: Pią 22:28, 22 Lut 2008

Euroliga: Komplet zwycięstw i fotel lidera

Druga kolejka Top 16 europejskich rozgrywek sprowadziła do Palacio Vistalegre drugą, zaraz po Panathinaikosie, najlepszą grecką drużynę - Olympiacos.

Ekipa Panagiotisa Giannakisa przybyć miała do stolicy Hiszpanii bez dwóch bardzo ważnych zawodników - Arvydasa Macijauskasa oraz Jake'a Tsakalidisa. Ostatecznie ten drugi zdołał się wykurować, jednak zapewne dużo przydatniejszy dla zespołu byłby zdrowy Macijauskas. Grecy ostatnimi czasy znacznie obniżyli loty, przegrywając w Eurolidze cztery spotkania pod rząd (passę tę zapoczątkował Prokom Trefl Sopot), a w lidze krajowej ustępując miejsca Panathinaikosowi.

W zupełnie odwrotnej sytuacji znajdował się przed tym spotkaniem Real Madryt - lider Ligi ACB, zwycięzca ostatnich sześciu spotkań w europejskich rozgrywkach i nadal niepokonany na własnym parkiecie. To właśnie on był największym atutem Los Blancos i koniecznie należało go wykorzystać, aby z czystym sercem przystępować do meczów na wyjazdach.

Powyższe zróżnicowanie w formie obu drużyn potwierdziły pierwsze minuty, zdominowane przez gospodarzy. Olympiacos sprawiał wrażenie mocno zaskoczonego obrazem gry Realu Madryt, a kibice z Grecji pozytywnej reakcji na ten widok doczekać się nie mogli, będąc za to świadkiem zwiększającej się straty, wynoszącej już czternaście punktów (18:4). W dużo weselszych humorach było ponad 9 tysięcy zgromadzonych w Vistalegre madridistas. Niesiony dopingiem fanów Alex Mumbrú zaliczył genialny start - 100% skuteczność we wszystkich rzutach, łącznie dająca 9 punktów. Z racji dość okazałej przewagi, na parkiecie często pojawiali się zmiennicy podstawowych zawodników. I tak Iker Iturbe znów zainicjował swoje pierwsze minuty celnym rzutem za trzy (uprzedzając fakty - był to niestety jego cały dorobek tego wieczoru).

Trener Giannakis musiał odbyć z podopiecznymi wyjątkowo motywującą rozmowę (lub też porządnie dać im do zrozumienia, że zawodzą), ponieważ Grecy odmienili swój stosunek do spotkania - z wielce zaskoczonych stali się wielce żądni sukcesu. Pałeczkę zaskoczonych i bezradnych przejął na chwilę mistrz Hiszpanii, lecz tylko na chwilę. Gdy goście zbliżyli się na odległość pięciu punktów, Real Madryt zareagował silną obroną nie do przejścia. Dystans dzielący oba zespoły powiększyło trio: Alex Mumbrú, Blagota Sekulić i Kerem Tunçeri (który podczas ostatnich dni zdecydował się na wizytę u fryzjera), zyskując 10 punktów na plus (45:35).

Dużo ciekawiej zrobiło się na początku drugiej połowy. Koszykarze z Pireusu rozpoczęli wyścig po zwycięstwo, podczas gdy Królewscy mieli nieco ułatwione zadanie - wystarczyło tylko bronić korzystnego wyniku. Mecz stał się zacięty, coraz częściej pojawiały się faule, straty, niepotrzebne dyskusje. Olympiacos dążył swoją grą do wyprowadzenia Realu Madryt z równowagi, ale dobra gra rywali nie robiła na nich wrażenia - kilka trafień Felipe Reyesa, dwie trójki Charlesa Smitha i satysfakcja z największej przewagi w meczu (58:43).

Zmniejszyła się ona tuż przed końcową kwartą i choć wynosiła całe dziewięć punktów (62:53), nikt w Vistalegre nie mógł być pewny wygranej. Koszykarze, jak i kibice, zdawali sobie sprawę, że walka będzie się toczyć do samego końca, będąc jednocześnie świadomymi, że w tak ważnym momencie nie będzie można liczyć na pomoc Tunçeriego. Turecki rozgrywający, zaliczający na koncie świetny mecz, nabawił się kontuzji, uniemożliwiającej mu dalszą grę. Po tym, jak przy pomocy sztabu medycznego, z grymasem na twarzy, opuścił parkiet, jego koledzy mieli duże problemy ze skutecznością - ataki nie kończyły się celnym rzutem, choć powinny.

Wtedy... tak, tak - wtedy z pomocą przybył nie kto inny, tylko Louis Bullock. Amerykanin wykorzystał dwa rzuty wolne, dodając do tego niezwykłą trójkę, pobudzającą do życia całe Vistalegre. Chwilę później trafił jeszcze rzuty wolne, zapewniając zespołowi fotel lidera grupy F.

Drugi mecz w Top 16, drugie zwycięstwo. W pierwszej połowie spotkania Real Madryt wzorowo wypełniał zadania w ofensywie i defensywie, lecz po przerwie Grecy znaleźli sposób, aby zbliżyć się do przeciwników na tablicy wyników. Kibice z niepokojem obserwowali malejącą przewagę, ale Królewskim znów udało się wyjść z opresji - znów dzięki geniuszowi Bullocka. Komplet zwycięstw daje im pierwsze miejsce w grupie i przybliża do upragnionego awansu do kolejnej rundy. Za tydzień drużynę Plazy czeka długa podróż do Tel Awiwu i mecz z Maccabi Elite.


80 - Real Madryt (27+18+17+1Cool: Tunçeri (9), Bullock (14), Mumbrú (16), Hervelle (-), Sekulić (6) - Reyes (Cool, Smith (13), López (4), Iturbe (3), Llull (-), Pelekanos (7);
70 - Olympiacos (14+21+18+17): Woods (11), Greer (15), Teodosic (5), Vasilopulos (10), Jackson (11) - Blakney (3), Tsakalidis (6), Seibutis (-), Printezis (-), Mavrokefalidis (9).